Siła raportowania
Za mną (nami) kolejna grupa wyzwania 10-dni na rzecz Twojego kręgosłupa. Dla przypomnienia: przed świętami nagrałem coś, co robi mi dobrze. A właściwie robi dobrze mojemu dolnemu odcinkowi kręgosłupa. 7 minutowy set rozciągający, który wykonuję CODZIENNIE przed bieganiem. Wysłałem ten filmik koledze. Ale jak zapytałem mniej więcej po tygodniu jak mu idzie, to odpisał, że zrobił raz, ale na więcej nie może się zmobilizować. Przyznaję, że się wtedy wkurzyłem. Mimo, że nic mnie to nie kosztowało, (zestaw, to nie wynik wieloletnich badań czy obserwacji), to jednak takie łatwe zaniechanie, po raz kolejny uświadomiło mi, że nie szanujemy rzeczy, które dostajemy za darmo. Stąd w czelendżu wymóg 10 dniowego „wykonu” i codziennego raportowania do mnie (nawet pustym mailem) zrobienia zestawu ćwiczeń, pod „groźbą kary” 100zł na stypendia Nidzickiego Funduszu Lokalnego.
Z 20 osób, które zaczynały wyzwanie w grudniu, 18 zadeklarowało, że będzie go kontynuować. Z 12 osób, które zaczęły po nich (styczeń) większość właśnie kończy. I ponownie pytam ich/je o powody motywacyjne związane z wypełnieniem „zakładu”, ale i pytam o to, co dalej. I ze wszystkich odpowiedzi jakie dostaję, wyłania się obraz 3 rzeczy, którymi chciałbym się Państwem dzisiaj podzielić.
1. Raportowanie robi różnicę.
Właściwie każda z zapytanych osób zwraca w swoich wskazaniach na element mobilizacyjno-motywujący jakim było codzienne raportowanie. Również w trakcie czelendżu dostawałem maile typu: „fajnie, że odpisujesz, to pomaga”, czy „no dzisiaj mi się nie chciało, ale myśł: co powie MKON, jak nie zrobię, zadziałała”. Sam łapałem się na tym, ze po prostu miło mi było widzieć, że ktoś skutecznie mobilizuje się, i nie ukrywam, niektórym normalnie kibicowałem, czekając na maile z informacją o wykonaniu codziennej rutyny. Dziwne, że absolutnie NIKT nie napisał o tym, że mobilizacją była potencjalna „kara”. Szkoląc na co dzień z motywacji jestem zwolennikiem czteropolówki, gdzie kara i wstyd są negatywnym źródłem motywacji (jeden zewnętrzny, drugi wewnętrzny)*. Jednak to nie bodziec, a sposób użycia danego , a przede wszystkim jego dobór do osoby, świadczyć będzie o jego skuteczności. I teraz na scenę wkraczam ja. Źródło potencjalnego wstydu, lub aternatywnie - dumy. Przyjaciel, któremu podczas cotygodniowego „beerkly”** pochwaliłem się czlendżem (a przede wszystkim ilością osób kontynuujących) uświadomił mi, że przecież są programy, które śledzą twoje zaangażowanie. Są nawet takie, które wysyłają defaultowe „good joby” i „well done’y”. Ale przecież nie chodzi o to. Chodzi o człowieka po drugiej stronie. I to takiego człowieka, z którego zdaniem się liczymy. I pewnie dlatego tak bardzo przyklaskuję, jak 1 czy 2 osoby, które zapytały mnie o możliwość przesłania dalej filmiku, dodawały: „teraz ja będę ich sprawdzał, czy robią”.
2. Czy więcej oznacza lepiej?
Właściwie wszyscy deklarujący kontynuację czelendżu po jego zakończeniu, informowali mnie albo o pomyśle na zwiększenia ilości ćwiczeń w zestawie, albo deklarowali (dość odważnie) potencjalny dalszy czas trwania (od 10 tygodni do „na zawsze”). Na łączenie pomysłu wydłużania codziennych ćwiczeń z 7 minut do XX reaguję jak na obserwowany przeze mnie (od wielu lat) trend wydłużania dystansów biegowych czy triathlonowych. Skończyłem zawody na 10km, biorę się za półmaraton. Ukończyłem półmaraton, następnym celem jest maraton. Może dlatego, że spróbowałem każdego z dystansów (również ultra), to jest to dalekie od mojego obecnego myślenia o celach. Tym bardziej, ze nieustanne więcej, dalej, zwykle kończy się: „ooo, to już za dużo, teraz czas na przerwę”. I wracam do robienia… niczego. Kluczowa dla mnie jest funkcja danej aktywności. Jeśli krótki zestaw ma mnie pobudzić i rozciągnąć kręgosłup przed bieganiem, to nie może być celem samym w sobie. A jeśli potrzebuję czegoś dłuższego, to w moim przypadku są to 2-3 sesje jogi tygodniowo. Zajmują od 30-40 dni i są extended version tych porannych ćwiczeń. Boję się, że jeśli zestaw ten wydłużyłbym nawet do 15’ to skończyło by się to jednak nie robieniem ich w ogóle. Więc jak wydłużacie, to po prostu zróbcie z nich oddzielną sesję. Tak mam też z rozciąganiem, czy ćwiczeniami siłowymi. Po bieganiu w większości przypadków mi się nie chce, więc robię je jako oddzielny blok treningowy.
3. Na jak daleko planować?
Przy okazji deklaracji czasowych (ile jeszcze planuję to robić) to chciałbym się podzielić ciekawym podejściem jakie natchnęło mnie dzisiaj przeczytanie części newslettera Piotr Buckiego. Po raz kolejny (commitment devices były pierwszym przykładem) nazywa on językiem badań moje intuicje. Skąd pomysł na 10 dniowy czelendż? Bo jestem głęboko przekonany, że jak ktoś ogarnie 10 dni, to będąc rozpędzony będzie miał pełno dowodów, że warto kontynuować. Piotr Bucki, przy okazji opisywania postanowień noworocznych, opisuje alternatywę dla postanowień „rocznych” w postaci „12 weeks resolutions”. Żeby zachęcić Was do przeczytania całości, zacytuję tylko fragment: „Nasz mózg nie taktuje ROKU poważnie. Rok to abstrakcja. Dużo czasu, a jak jest dużo czasu, to pojawia się odkładanie, negocjowanie, i odkrywanie, że „od poniedziałku” jest pojęciem ruchomym.”***
Dlatego bardzo cenię inicjatywę jednego z uczestników czelendżu o 10 tygodniach i raportowaniu mi co tydzień.
A może po przeczytaniu tego tekstu zechcecie Pańśtwo dołączyć do 3 grupy? Albo po prostu potrzebujecie kogoś, kto nie jest botem, do śledzenia waszych postanowieć? Od lat wiszę na lodówkach w różnych domach w tym kraju, w tej właśnie funkcji. A odpowiadania na Wasze maile naprawdę nie sprawia mi trudności. Zapraszam!
P.S to pierwszy felieton w 2026. Jeśli Macie Państwo chęć na na ebooka z felietonami 2025 (i lat ubiegłych) to zapraszam do kontaktu mailowego (mkon72@gmail.com)
_____________________________________________________________________
*Jakie są pozytywne? Poproszę Państwa hipotezy w komentarzach 😊
** to takie scrumowe weekly przy piwie 😉
*** chętnym podeślę newsletter Piotra Buckiego, gdzie znajdziecie cały tekst.




A co tam!
Co trzeba zrobić żeby dołączyć do grupy nr 3 :)?
Co prawda nie mam problemu z "podjadaniem" ale mem tak dobry że chyba powieszę na lodówce 😁